Kredyty studenckie – grzech nie wziąć
Kredyty studenckie to dotowana przez Państwo pomoc dla żaków. Na konto zainteresowanego co miesiąc wpływa ok. 600 złotych. Tak przez całe studia. Po ich zakończeniu kredyt nie musi być obsługiwany przez kolejne dwa lata. A później jest spłacany przy oprocentowaniu wynoszącym połowę stopy redyskonta weksli.
Kredyt studencki brany w tej formule opłaca się wziąć zawsze, niezależnie od tego czy taka potrzeba jest czy jej nie ma. Dlaczego? Otóż pieniądze są dawane właściwie za darmo. Czyli bez prowizji i bez naliczanych odsetek w trakcie wypłaty kredytu. Dodatkowo przez kolejne dwa lata od zaprzestania otrzymywania kredytu spłata rat nie musi następować. Co to daje? Ano dużo. Jeżeli wypłaty spływające z kredytu na konto studenta nie są konsumowane to powinny być inwestowane. Jeżeli założymy, że nasz student jest raczej konserwatywny w podejściu do ryzyka (co akurat w przypadku inwestycji długoterminowej o systematycznym charakterze nie jest uzasadnione) to będzie wpłacał uzyskane pieniądze na lokatę. Załóżmy, że ta będzie średnio przynosiła 5% w skali roku. Zakładając dodatkowo, że studia trwają 5 lat i przerwa w spłacie kredytu 2 lata, to pierwsza transza kredytu będzie pracowała na lokacie 7 lat. Okazuje się, że z 600 PLN zrobi się 844 PLN.
Gdybyśmy przeprowadzili dokładnie taką samą operację dla każdej transzy kredytu to okaże się, że w momencie konieczności rozpoczęcia spłaty kredytu na koncie studenta uzbiera się dodatkowe 10 000 PLN! Całkowicie za free :)
Tego typu zabawek w finansowym świecie jest dużo. W większej skali dają istotnie większe zyski. A podany wyżej przykład kredytu studenckiego pokazuje jak finanse mogą być fascynujące.